Apteczka w podróży.

Nigdy nie brałam ze sobą do plecaka apteczki. Rzadko choruję w podróży, a jeśli już, to zawsze wychodziłam z założenia, że leki można kupić wszędzie. Pamiętam, jak kiedyś rozłożyło mnie w sierpniu na Bałkanach (chłodziłam się w sklepowych lodówkach), w Albanii nabyłam lekarstwo w pastylce, które postawiło mnie na nogi w parę godzin. Z dziećmi jednak to zupełnie inna bajka. Na nich się nie eksperymentuje. Do tego Sania nie jest chorowitkiem. Zdarzyło mu się rozłożyć na Helu i trochę w Kazimierzu, ale wszystkie dalsze wyjazdy przetrwał w zdrowiu. Teraz czeka nas wyzwanie – wczoraj wróciłam z Idą ze szpitala, a za tydzień wybieramy się na Mazury. Wkraczamy więc na nowy etap – myślenia o tym, co może wydarzyć się złego. Zupełnie nie moja stylówka. Apteczka w podróży.
 

Na zbicie gorączki.

Nurofen lub paracetamol, najlepiej w czopku. Zajmuje mniej miejsca i nie ma szans się stłuc. Ja na przykład ma termometr w policzku i doskonale wiem, kiedy jest powyżej 38 (dla nas to moment podania leku), jednak dla bezpieczeństwa dobrze mieć ze sobą termometr.

Na przeziębienie.

Profilaktycznie najbardziej lubię stosować naturalne metody –  produkty bogate w witaminę C, sok z czarnego bzu lub granatu. Jeśli sprawa poszła dalej – ostatnio się zakochaliśmy w nebulizatorze. Zajmuje trochę miejsca, jednak jest najbardziej skuteczną i najmniej inwazyjną sprawą. Sól fizjologiczna na małe nieżyty, a na większe pulmikort lub berodual. Sól morska w spreju jest niezawodna na przeczyszczenie nosa, dajemy też dzieciom fenistil w kroplach na rozrzedzenie wydzieliny. Przy Saszy udało nam się ominąć sprawę odciągania glutów, bo gdy pierwszy raz dostał kataru, to już umiał go wydmuchać sam. Przy Idzie szybko się zorientowaliśmy, że tylko katarekpodłączany do odkurzacza jest skuteczny.

Na biegunkę.

Smecta na wstrzymanie, orsalit na nawodnienie.

Apteczka w podróży co jeszcze?

Sól fizjologiczna jest przydatna również przy przemywaniu oczu z piasku i kurzu. Fenistil sprawdzi się przy ukąszeniach. Plastry niezastąpione będą przy skaleczeniach i obtarciach.

Takie wyposażenie z pewnością pozwoli na szybką reakcję i być może, poradzenie sobie z chorobą na początkowym etapie.

Post oczywiście nie jest poradą medyczną, stanowi jedynie sugestie co do pierwszej pomocy dziecku w razie początku choroby. Z każdym chorym dzieckiem, szczególnie niemowlakiem, należy udać się do lekarza.

  • Ja bym tylko dodała Octanisept, Depulol, Olbas Oil, maść majerankowa i apteczka jak moja 🙂
    Pozdrawiam

  • Trochę się tego nazbierało w apteczce. Też nie należę do osób podatnych na choroby, aczkolwiek na wyjezdzie sytuacja potrafi sie diametralnie zmienić, tym bardziej zagranicznym czy z dzieckiem.

  • depulol obczaję. Co do octino to ostatnio czytałam jakiś mało pochlebny tekst o jednym z kluczowych składników. Maść majerankowa doprowadziła mnie do szału z samowyciekaniem .-) Obyśmy to brały czysto profilaktycznie wszystko zawsze!

  • Sobie bym pewnie wzięła tylko nurofen na ewentualny ból głowy.

  • Zawsze mieliśmy taką apteczkę, zwłaszcza na wyjazdy, tak aby to co najważniejsze było pod ręką. 🙂

  • U nas sprawdza się unigel odkąd go poznałam

  • Dzięk. Obczaję .-)

  • Zdecydowanie 🙂