Bazar na Wolumenie.

Mogłabym świat przemierzać i tylko chodzić po górach i odwiedzać lokalne bazary. Gdy wieje wiatr gnający mnie w świat, to przypominam sobie blincziki na piątym kilometrze w Sewastopolu, marzę o kiszonych bakłażanach w Jałcie, kupowałabym szafran w Aleppo i podziwiałabym ryby w Kadyksie. Ale gdy pustka w lodówce puka w drzwi wybieram te nowoczesne miejsca – w Warszawie moimi ulubionymi są BioBazar i Forteca Kręglickich. Jak więc trafiłam na bazar na Wolumenie?
bazar na Wolumenie

 

Jak trafiłam na bazar na Wolumenie?

Od września Sania chodzi do przedszkola. Nie wybieraliśmy dogodnej lokalizacji blisko domu, ani nowoczesnego budynku, czy trzech języków. Ważni dla nas byli empatyczni wychowawcy, konkretne zasady, własna kuchnia i godziny, które dzieci spędzają na dworze. Nasze przedszkole od stacji metra dzieli 200 metrów, dokładnie szerokość targowiska. Takiego, które znaleźć można wszędzie na Wschodzie, i na polskiej prowincji również. W błocie, z muzyką na żywo i Cyganami nawołującymi do zakupów. W ogóle Cyganie to tylko część multikulturowej układanki, ale jaka! W każdy wtorek i piątek są miodem na moje niewyspane serce. Handlują ubraniami. Właściwie można powiedzieć, że są wyższą kastą, choć nie mają pawilonów, to rozkładają namioty i mają „lady” w postaci łóżek i stolików polowych. Prawdziwym folklorem, który sprawia, że szłabym na dworzec są  rosyjskojęzyczni Ukraińcy handlujący papierosami. Jak oni ze sobą rozmawiają, jaką muzykę z telefonu puszczają! Ach. Oczywiście bazar na Wolumenie to również polscy rolnicy, warzywa w skrzyneczkach i regularne sklepy z elektroniką, roletami na wymiar, mydłem, powidłem i w ogóle wszystkim. Jest też pan z kawą i herbatą na wózeczku, są też starty śmieci, gdy o 15 odbieram Sańkę z przedszkola.

Historia.

Skąd nazwa? Od traktu wytyczonego jeszcze w XIX w. Targowisko zorganizowano w latach 60. – co tydzień sprzedawano tu starocie. O bazarze na Bielanach w tygodniku „Stolica” w 1980r. pisano: „Świat na Wolumenie był i jest pełen niespodzianek, bo nie wiadomo do czego kupujący zapłonęli miłością: czy do szabli, niemieckiego hełmu, stołka, zegarka, szafy, obrazu czy może pustych puszek po piwie, a może do starych znoszonych butów albo do śpiących w pudełku piesków. Tam, gdzie było najciaśniej, sprzedawano pyzy, a w innym miejscu bigos na jednorazowych talerzach z niemytym widelcem i pajdą chleba. Przy głównym wejściu był taki ścisk i napór do wewnątrz, że często ruch niemal zamierał. Natomiast przy innych wejściach było pusto i nudno. Samochody na parkingu miały rejestracje z całej Polski. Po południu sprzedający byli już znużeni, ceny miały tendencje spadkowe i transakcji dobijano szybciej”.
bazar na Wolumenie
Na przełomie lat 70. I 80. Przeniesiono tu mariensztacki jarmark perski, który szybko wyemigrował na Koło, a Bielany wyspecjalizowały się w używanym sprzęcie elektronicznym i komputerowym. Dziś również można tu nabyć elektronikę, ale jedynie w soboty i niedziele. W tygodniu królują warzywa i owoce, ubrania i skarpety, papierosy i bimber pewnie też.
bazar na Wolumenie

 

bazar na Wolumenie

 

bazar na Wolumenie

 

bazar na Wolumenie

 

bazar na Wolumenie

 

bazar na Wolumenie