Dawny Ursynów. Moje historie.

Kiedy przeprowadziliśmy się z Konstancina na Ursynów, w sierpniu 1989r., miałam 6 lat. Od pierwszego kolejnego miesiąca poszłam do zerówki, i tak stałam się szczęśliwym mieszkańcem sypialni Warszawy. Dzielnia miała już wytyczone główne ulice, wybudowane bloki, były szkoły, przedszkola, bazarki. Nie było metra, alei KEN, supermarketów, placów zabaw z miękką nawierzchnią, no i rodziców biegających z czapeczkami za nami.Tylko moje historie.
Dawny Ursynów

Dawny Ursynów.

Blisko były Kabaty, w których jeszcze kobiety nie były gwałcone z własnej winy, bo biegały w leginsach. W drugiej klasie podstawówki dostałam klucz na szyję i mogłam sobie sama odgrzewać obiad na gazowej kuchence. Nigdy nie wysadziłam bloku w powietrze. Byłam za to wolnym dzieckiem. A ponieważ nigdy telewizja i odrabianie lekcji nie leżało w mojej strefie zainteresowań, to pozostało szlajać mi się po okolicy.
Dawny Ursynów

 

Dawny Ursynów

Historie.

Ulubionym miejscem było skrzyżowanie Cynamonowej i Ciszewskiego, gdzie dziś stoi Leclerc. Wielka hałda budowlana, staw, na którym ktoś zwodował prymitywną tratwę. Z jednym kolegą, Piotrkiem, bardzo lubiliśmy na niej pływać. Pech chciał, że kiedyś wpadliśmy na ten miły pomysł w czasie popołudniowej katechezy i wtedy dostałam pierwszy w życiu szlaban (który i tak nie poskutkował siedzeniem w domu).
Dwie ursynowskie górki cudownie imitowały większą przygodę. Kopa Cwila była bardziej cywilizowana, druga, mniejsza „na Kazurach” bardziej dzika. No i z widokiem na las. Przed lasem biegły tory kolejowe, którymi można było dojść pod płytę lotniska na Okęciu.
Dawny Ursynów

 

Dawny Ursynów

 

Dawny Ursynów

 

Dawny Ursynów
Asfaltowe ulice idealnie nadawały się do jazdy na rolkach i kierowcy nawet się nie denerwowali, że wataha dzieciaków zajmuje pół pasa.

Autostop po raz pierwszy.

W trzeciej klasie podstawówki miałam pierwszą, lokalną, autostopową przygodę. Moja mama pracowała cztery przystanki autobusowe od domu, wystarczyło wsiąść w 185 i wysiąść przy bazarku na dołku. Banał, nie? Pewnego popołudnia postanowiłam ją w tej pracy odwiedzić. Po paru minutach jazdy znalazłam się na Dolince Służewieckiej (dla nie znających okolicy, to dość ruchliwa ulica, w porównaniu z ursynowskimi osiedlówkami). Wsiadłam w dobry autobus, ale pomyliłam kierunek. Z mamą mogłam się porozumieć jedynie telepatycznie, to był rok 1993. Przeszłam na powrotny przystanek, na dawny Ursynów, ale autobus musiał przed chwilą odjechać. Po paru minutach (które wydawały mi się wiecznością), postanowiłam złapać stopa. Zlitowali się nade mną mili państwo w białym maluchu i zawieźli na Braci Wagów. Poprosiłam, by mnie wysadzili odrobinę wcześniej, żeby nie denerwować mamy, że przyjechałam z obcymi ludźmi. No ale oczywiście tą przygodą i tak się jej pochwaliłam. Ale chyba nie tego samego dnia.
Dawny Ursynów

Koncert.

12 sierpnia 1997r. miało miejsce historyczne wydarzenie. U2 przyjechało do Polski, na Służew. Nie mogłam iść na koncert, bo byłam „za mała”. Ponieważ nośność na Ursy jest dość dobra, cały koncert przepłakałam siedząc na balkonie, w odgłosach występu ukochanej grupy. Muchy w nosie miałam dość długo, rok później zostałam zabrana na Rolling Stonesów do Chorzowa, no ale to przecież nie było to samo. Mick to nie Bono.
 
Dawny Ursynów
Na Dawny Ursynów wracam. Jeszcze nie teraz, za parę miesięcy i nie na stałe, tylko na półtora roku. Cieszy mnie to jednak niezmiernie, bo będzie to cudowna okazja, do ponownych eksploracji dobrze mi znanych terenów. Oczywiście na Ursynowie bywam, i znam te masakry przestrzenne się odbywające. Nawet przez pół roku mieszkałam w jednej plombie za Multikinem. Jednak, jeśli mogę wybierać, to tysiąc razy bardziej wolę prlowską wielką płytę, od nowoczesnych, niekonsekwentnych, grodzonych konstrukcji.
Dawny Ursynów

 

Dawny Ursynów

 

Dawny Ursynów

 

Dawny Ursynów

 

Dawny Ursynów

 

Dawny Ursynów

 

Dawny Ursynów

 

Dawny Ursynów

 

Dawny Ursynów

 

Dawny Ursynów

 

Dawny Ursynów

 

Dawny Ursynów
Dawny Ursynów
  • Ciekawe wspomnienia, ja mam podobne (odnośnie klucza na szyi i podgrzewania obiadu). Pamiętam jak zostawiłam zupę na gazie i wyszłam, sąsiedzi wzywali strażaków 🙂

  • Wielka płyta wzbudza we mnie poczucie niewysłowionej wprost depresji, mimo że do 6 roku życia też mieszkałam na blokowisku. Zero sentymentu.

  • Chyba rozumiem ten sentyment-sympatię do wielkiej płyty. Mieszkam w wielkiej płycie od małego. Co prawda mój blok raczej niski, ale jedenastopiętrowych falowców w około mam sporo, a i tak średnia odległość między blokami jest większa niż na wielu nowych osiedlach ładniejszych architektonicznie bloczków. I tak, własny domek z ogrodem miałby swój urok, ale jest też coś ciekawego w tym, że mogę stanąć na balkonie i z góry (ekhu, ekhu, pierwsze piętro tylko xD) patrzeć sobie na ludzi i jak się życie toczy. 🙂

  • U mnie 11 pięter i szeroki blok, do którego mam sentyment. Może nie konkretnie lecz o miejsce wychowania bardziej chodzi. O te sekrety zakopywane w piasku, o skakanki i grę w gumę,o pobite gary, i o ten zapach waty cukrowej latem za 2 złote. Rok temu przeszłam się w tym miejscu. Zapach na deptaku od lodów calypso gdzieś mi mignął pod nozdrzami, gdzieś tam we wspomnieniach widziałam napis "szanuj zieleń" To tutaj zrywałam kwiatki, to tu wcierałam koleżance niedojrzały pączek z nasionami w skórę. I wszystko się zmieniło. Kaptury rządzą klatkami. Nie spodobało mi się to bardzo. Przeszłam obok zniesmaczona. Ale to moje miejsce młodości, które zachowam jak najlepiej w pamięci.

  • Bardzo ciekawy post. 🙂 Będę częściej wpadała.
    https://jaglusia.wordpress.com/ Zapraszam na swój blog kulinarny 🙂

  • Ursynów i Kabaty są memu sercu wyjątkowo niemiłe, ale lubię czytać wspomnienia z lat dawnych 🙂