Droga Mamo, zrób coś dla siebie. Codziennie.

Kiedy urodził się Sasza wszystko chciałam przy nim robić sama. Nie zgodziłam się, by moja mama przyjechała na pierwsze kąpanie. Tylko ja i Eduard mogliśmy Sani zmieniać pieluchy, przebierać go, nawet prowadzić wózek na spacerach. Pierwszy przyjazd mojej ukochanej babci potraktowałam jak inwazję na moją prywatność, bo przywiozła mi obiad. Chciałam wszystko robić sama, od prasowania body (serio to robiłam, dziś nie wierzę!), po ostrą selekcję gryzaków, czy sweterków. Przez długie trzy lata stawałam na rzęsach próbując udowodnić wszystkim na około a najbardziej sobie, że taki nieogar jak ja, da radę nie tylko zajmować się dzieckiem, ale codziennie ugotuje, posprząta i  do tego jeszcze weźmie każde fajne zlecenie pisarskie. A że propozycje spływały regularnie jak deszcz monsunowy, to właściwie można powiedzieć, że przez resztę życia będę się zastanawiać jak ja w ogóle ten czas przeżyłam. Dziś, przy dwójce dzieci i w wielkim marzeniu trzeciego, mogę Ci i sobie powiedzieć jedno: Droga Mamo, zrób coś dla siebie! Codziennie. Zawsze. Czasem więcej, czasem mniej.

Droga mamo

Co komu potrzeba.

Każdej z nas potrzeba co innego. Bardzo powoli dochodziłam do tej wolności w sobie i zrozumienia, że jeśli ja nie będę wypoczęta i zrelaksowana, to będzie to miało wpływ na dzieci. Daleko mi do krzyków, ale apatyczne patrzenie się przed siebie z odpadającą co jakiś czas w stronę ramienia głową zaliczyłam. A zasypianie przed Saszą zaliczyłam co drugi dzień. Kiedy zrozumiałam, że dłużej tak ciągnąć nie chcę, chwilkę musiałam zastanowić się, co mnie na obecnym etapie zrelaksuje i da największą radość.

Droga mamo

Droga Mamo, zrób coś dla siebie!

Choć teoretycznie bardziej potrzebuję dodać sobie jakieś przynajmniej sześć kilogramów, to najbardziej potrzebuję masy. Uszczęśliwiają mnie zakwachy w łydkach, pośladkach i możliwość pokazania palcem gdzie mam triceps. Nie sprawdziły się u mnie regularne treningi „na sali”, bo nie dają one wolności. Ani nie da się w nich uczestniczyć z dziećmi w godzinach porannych, ani poniedziałek o 18 nie jest dobrą porą, bo wszystko dzieje się pod presją. Ale BIEGANIE jest najlepszą opcją ever. Bo biegać mogę kiedy chcę, również na wyjazdach. Czasem raz w tygodniu, a czasem codziennie. Mogę wstać o świcie, lub „urwać” się z drugiego sobotniego śniadania. Mogę poprosić mamę, by posiedziała z Idą i pyknąć trójkę po okolicy. By to moje „droga Mamo, zrób coś dla siebie” miało smaczek kupiłam sobie secik ubrań w GO-SPORT.

Droga mamo

Droga mamo

Mój zestaw to czarne gatki, różowa (a jakże!) koszulka, czapka z daszkiem i saszetka na telefon czy klucze. Postawiłam na bawełnę, bo lubię naturalne tkaniny. Wybrałam marki SOFT i UP2GLIDE, które są solidne jakościowo i mają ciekawy design, przy czym są neprawdę niedrogie. Nie płacę przy tym za logo wielkich firm, a za wygodę. I starczy na ciastko w Deseo. 🙂 Równowaga musi być.

Droga mamo

 

Zobacz rownież: