Dziennik Łowcy Przygód. Etiopia. U stóp góry ognia.

Bloga piszę od trzech lat, siedzę więc w tym światku dość dobrze. Wiem, co dzieje się na rynku, kto jest kto. Od początku lubiłam zaglądać na Planetę Kiwi, bloga Szymona Radzimierskiego. To szalenie rozgarnięty chłopak, teraz zdaje się dziesięcioletni. Nie chcę tu robić żadnych osobistych wycieczek, ale koleżanka Simona, na literę „N”, która też wydaje książki, jest dla mnie trochę jak Kicia Kocia. Ciężko się czyta bez zażenowania. Tu jednak mamy do czynienia z właściwie literaturą faktu dla dzieci. „Dziennik Łowcy Przygód. Etiopia. U stóp góry ognia.” to zapiski z podróży Simona i jego rodziców po Etiopii.

Dziennik Łowcy Przygód

Dziennik Łowcy Przygód. Etiopia. U stóp góry ognia.

Sania, bo to z nim czytam tą książkę, nie jest jakiś wielce zafiksowany na punkcie bardzo dalekich podróży. W tej kwestii jest minimalistą, nieważne gdzie, ważne żeby często. Kiedy miał dwa lata przechodziliśmy przez Dworzec Gdański, a on rzucił już klasyczny tekst wpisany do kanonu powiedzonek rodzinnych: „Mamo bardzo bym gdzieś pojechał, na przykład do Radomia”. Simon też pojechał, ale do Etiopii. Podróżują na własną rękę z lokalnymi przewodnikami, poznając kulturę, miejsca, plemiona. Chłonąc zapachy, odkrywając niepopularne. Ode mnie wielki szacun, my z naszym pieszym przejściem wybrzeżem Bałtyku cieniasujemy trochę. Opisy są na poziomie dziecka, ale bez infantylizacji, to taki typ „ej mamo, nie rób obciachu”. Ma swoje „hejki” i inne słowa z języka młodych ludzi, które zmiękczają narrację i sprawiają, że kultura afrykańskiego kraju staje się dla dziecka mega interesująca. Książka balansuje pomiędzy dawkami konkretnej wiedzy, mądrych życiowych prawie porad, a wrażeniami dziecka.

Dziennik Łowcy Przygód

Jako zaangażowana społecznie matka bardzo sobie też cenię zwracanie uwagi na problemy tamtejszego świata – głód, szacunek do wody, oddalenie od pięciogwiazdkowego świata na rzecz tego milionowego. Śpią w namiotach, w tubylczych wioskach, zapuszczają się w podejrzane regiony, gdzie mieszkają ludzie z kałachami w rękach. Ale bohaterowie nie są nieodpowiedzialni. Mają obawy, strachy, ale umieją je pokonywać.

Dziennik Łowcy Przygód

Książka jest wydana przez Znak Emotikon, ma więc to lubiane przeze mnie dobre szycie. ponad 350 stron. Treść wzbogacona jest o komiksy narysowane przez Szymona oraz świetne zdjęcia całej rodziny. Całość ma taki trochę ton „rodzicom wstęp wzbroniony”, ale wydaje mi się, że właśnie fajnie jest się dać wpuścić do tego fascynującego świata dziecięcych odkrywek.

Etiopia

Jeśli chcecie poczytać o tym co my czytamy to zapraszamy!

Zobacz rownież: