Genewa w jeden dzień.

Pracując kiedyś w kawiarni w muzeum w Warszawie poznałam miłego chłopca, który lubił chodzić po górach. Kiedyś gdy spieniałam mu mleko do kawy (choć zawsze mówił, że mogę nalać zimne) wspomniał, że we wrześniu to go trochę nie będzie, bo jedzie w Alpy. Mleko zawrzało i moje serce również, bo góry przecież lubię. Padło krótkie: „jak chcesz to możesz jechać ze mną” i po paru dniach miałam już bilet autokarowy. Po parunastu (a może parudziesięciu) godzinach w odorze schabowego z kanapek współpodróżnych dotarłam do pięknej Genewy. Smrodem jedzenia odpłaciłam się w drodze powrotnej biorąc na pokład pokaźne kawałki gruyera. Ale co w drodze przeczytałam to moje. No i zaliczyłam zwiedzanie pod tytułem: Genewa w jeden dzień.

Genewa w jeden dzień

Genewa w jeden dzień.

Była naszą bazą. Spędziliśmy tam jednodniowe przerwy, między wycieczkami do Ecrins, Jury i Chamonix. Alek zostawał w domu, bo miasto znał dobrze, a miał jakąś robotę, a ja wyruszałam, tak jak lubię najbardziej – sama w miasto. Całą kasę wyjazdu (na który i tak nie było mnie stać) wydawałam na schroniska w górach (choć i tak zdarzało się spać w namiocie), przejazdy (choć celowaliśmy głównie w stopa) i zakupy w supermarkecie (a i znalezione w lesie rydze zdarzało nam się smażyć). Nie było więc mowy o obiadkach i kawkach kosztujących we frankach. Najadałam się w domu, brałam wodę i ruszałam przed siebie. Na szczęście kultura w Szwajcarii jest też dla plebsu i muzea darmowe są. Więc zobaczyłam parę. Pochodziłam po ulicach, weszłam na jakieś wieże, poobserwowałam ludzi, zachwycałam się symetrią i trochę pogrzałam nosa leżąc na trawnikach.
Pooglądacie? Robiłam prakti
 
Genewa w jeden dzień
Genewa w jeden dzień
Genewa w jeden dzień
Genewa w jeden dzień
Genewa w jeden dzień
Genewa w jeden dzień
Genewa w jeden dzień
Genewa w jeden dzień
Genewa w jeden dzień
Genewa w jeden dzień
Genewa w jeden dzień
Genewa w jeden dzień
Genewa w jeden dzień
Genewa w jeden dzień
Genewa w jeden dzień
Genewa w jeden dzień
Genewa w jeden dzień
Genewa w jeden dzień
Genewa w jeden dzień
Genewa w jeden dzień
Genewa w jeden dzień
Genewa w jeden dzień
Genewa w jeden dzień
Genewa w jeden dzień
Genewa w jeden dzień
Genewa w jeden dzień
Genewa w jeden dzień
Genewa w jeden dzień
Genewa w jeden dzień
Genewa w jeden dzień
Genewa w jeden dzień
Genewa w jeden dzień
Genewa w jeden dzień
Genewa w jeden dzień
Genewa w jeden dzień
Genewa w jeden dzień
Genewa w jeden dzień
Genewa w jeden dzień
Genewa w jeden dzień
Genewa w jeden dzień
Genewa w jeden dzień
Genewa w jeden dzień
Genewa w jeden dzień
Genewa w jeden dzień
Genewa w jeden dzień

 

Genewa w jeden dzień

 

Genewa w jeden dzień
 
  • Niecodzienne zdjęcia – to z kostkami wymiata! Nic jednak nie równa się ze spienioną pianką… do kawy. Od razu miałem kosmate myśli… i nie myliłem się!!

  • Ewa

    Zdjęcia świetne, a sama historia jeszcze lepsza – przemiło opowiedziana 🙂
    "Jak chcesz to możesz jechać ze mną" i pojechała! 🙂

  • Ej, ale to na prawdę nie była romantyczna historia.

  • Bardzo się myliłeś! To był układ czysto górski – mistrz i uczennica 😉

  • Ale fajny, przypadkowy jazd. Chłopak jeszcze przychodzi na kawkę? 🙂

  • Hihihi widzę że nie tylko u mnie spienianie chłopakowi pianki spowodowało usmiech… ale ważne że wzięła i pojechała potem… 🙂

    Oby więcej takich "układów" 😛

  • Uwielbiam określenie "kultura dla plebsu". Nie wiem czy wiesz, właśnie znieśli opłaty w kilkunastu muzeach w Szwecji, więc i tam plebs może obcować ze sztuką 😀

  • Czytałam, jestem zachwycona, tym bardziej, że Szwecja w moich tegorocznych planach.

  • Już tam nie pracuję od jakiegoś czasu, ale cały czas się lubimy 🙂

  • Jak ja się cieszę, że umiem słowem rozbawić czytelnika 🙂