Jak mówić, żeby maluchy nas słuchały.

Kiedy dowiedzieliśmy się, że dołączy do nas za parę miesięcy Sania (wcale nie 9, bo bystro zorientowałam się, że jestem w ciąży w połowie pierwszego trymestru), od razu poszliśmy do księgarni kupić osiem książek o oczekiwaniu, pierwszym roku i parę innych pozycji. Czytaliśmy, głowy nam puchły, od metod, rad i obietnic problemów. Nigdy nie wierzyłam w jeden nurt edukacyjny, najbliższe mi było poznanie wielu i wypracowanie własnego systemu funkcjonowania w rodzinie. Wszystkie miłe skróty (RB, NVC, BLW, SP) są nam bliskie, z każdego coś bierzemy i lepimy naszą życiową układankę. Bardzo lubimy jednak czerpać z nowych, więc pojawienie się pozycji „Jak mówić, żeby maluchy nas słuchały” było nam miłe.

Jak mówić, żeby maluchy nas słuchały

„Jak mówić, żeby maluchy nas słuchały”.

Autorkami tej książki są Joanna Faber i Julie King. Pierwsza z pań jest poniekąd bohaterką i siłą rzeczy tematem światowego bestselleru „Jak mówić, by dzieci nas słuchały, jak słuchać, by dzieci do nas mówiły”. Jest to już rekomendacja sama w sobie, jak dla mnie. Wyssała z mlekiem matki dobre podejście do dzieci i jeszcze mogła to zweryfikować w swoim życiu.

Książka „Jak mówić, żeby maluchy nas słuchały” to zbiór tez z dokładnym, wielokrotnym opisem każdego możliwego przypadku i przypału. Kto ma dzieci ten wie, że od małego nieszczęścia do wielkiego płaczu jest bardzo krótka droga. Że się posłużę naszym własnym:

Wchodzę o 16 do przedszkola, widzę rozanielone dziecko na końcu korytarza, które w tempie strusia pędziwiatra biegnie do mamy, by rzucić jej się w ramiona. Szepcze „bardzo się stęskniłam mamusiu”. Miło się na to patrzy, za chwilę wychodzi Sania z miną w podkówkę i pięściami zaczyna mnie okładać, bo nie chce iść do domu. W przedszkolu przecież jest tak super. Muszę Wam się przyznać, że na początku czułam zażenowanie, nawet nie było mi przykro, bo ja nie z tych obrażalskich, rozumiem, że Sania nas kocha, a po prostu wśród dzieci czuje się świetnie, tym bardziej, że często choruje, dużo wyjeżdżamy, więc do mistrzów frekwencji nie należy. Podstawowa rada zawarta w książce „Jak mówić, żeby maluchy nas słuchały” mówi: wejdź w buty, powiedz dziecku co czuje, daj mu znać, że je rozumiesz. Uwierzcie mi, balsam na duszę Sani.

Lingwistyczne porady.

Czytałam kiedyś taki artykuł, że do dzieci nie powinno się mówić NIE. że trzeba to jakoś inaczej ubrać. Nie mówić, czego mają nie robić, tylko co mogą ZROBIĆ. „Jak mówić…” pełna jest również wielu innych rad lingwistycznych, mówiących kiedy należy zacisnąć zęby i użyć forteli, dzięki którym dokonamy na dzieciach małej manipulacji i osiągniemy swój cel. I to jest takie proste i genialne! Choć nigdy nie byłam bliska pokrzykiwaniu i groźbom, to rozwiązania podane u Faber i King, by wszystko stało się zabawą jest ekstra. Przecież jeśli się spieszymy, to co nam da frustrowanie się? Jak moje dzieci wyczują nosem nerwówkę, to mogiła, robią wszystko na opak. A jak się to wszystko obróci tak, by było śmiesznie? To nam da też dobrego kopa na dzień.

Czy dzieciom wolno wszystko?

To jest dla mnie klucz polubienia. Autorki dość wyraźnie mówią, że choć dobrze jest z dziećmi obracać konflikty w zabawę, to trzeba przy tym zachowywać się konsekwentnie (nie mylić z konsekwencjami) i stanowczo. Wyrażać swoje zdanie i przy nim trwać.

„Jak mówić, żeby maluchy nas słuchały” nie stawia szybko kropki, kolejne rozdziały, to kolejne kręgi piekieł rodzicielskich mąk. A co jeśli to nie zadziała? No to wtedy to. A co jeśli to też. No to to.

Kij i marchewka.

Nie samymi problemami człowiek żyje, w „Jak mówić, żeby maluchy nas słuchały” znajdziemy też część i docenianiu. Moją ulubioną. Bo ja z tych matek, co uważają, że ich dzieci najpiękniejsze i najmądrzejsze, i cały czas bym tylko im słodziła. A zarówno krytyka, jak i pochwała powinny być przecież konstruktywne.

To nie koniec, jest jeszcze aplikacja!

Można więc w nowych mediach edukować się w kwestii nawiązywania dobrej relacji. Parenting Hero pomoże rozwiązać konflikty i zaradzić nieporozumieniom. I jest miła dla oka kreską.

Wydawać by się mogło, że mam mało czasu na czytanie ostatnio, ale podchodzę do tego raczej, jak do zmiany półki w księgarni. Teraz po prostu częściej sięgam w okolice Muminków i Dzieci z Bullerbyn. Zrobiłam nawet osobny dział na blogu z książkami dla dzieci. Zajrzycie?

Zobacz rownież: