Jedna matka i dwoje dzieci w samolocie.

Z dziećmi jest tak, że wakacje są długie, a czasem nawet ma się wrażenie, że trwają wiecznie. By sobie poradzić z tym fantem, w tym roku zadekowałam się z naszą dwójką na dwa miesiące w Mołdawii. Jest piękne słońce, zero deszczu, malownicze pejzaże, mili ludzie i obłędnie dobre jedzenie. Żeby jednak tak było musiałam się tu dostać, czyli przylecieć z dwójką dzieci samolotem. Bałam się tego niemiłosiernie. Sania to stary samolotowy wyjadacz, ma za sobą kilkanaście lotów, zero płaczu. Dla Idy lot był czymś zupełnie nowym. Nie wiedziałam jak zareaguje na huk startu i szybkie zmiany wysokości. Trudne było dla mnie pakowanie i organizacja bagażu podręcznego, w którym musiały znaleźć się nie tylko pieluchy i zabawiacze, ale również laptop i lustrzanka. Chcecie wiedzieć jak to przebiegło? Jedna matka i dwoje dzieci w samolocie? Zapraszam.

Jedna matka i dwoje dzieci w samolocie

Przygotowanie.

Najważniejsza jest organizacja bagażu. Postanowiłam, że spakujemy się w jedną dużą walizkę na czterech kółkach, którą nadamy i w dwie podręczne torby – plecak ze sprzętem i torbę na ramię z tylko niezbędnymi sprawami, których się zrobiło całkiem sporo.

Lotnisko.

Melancholijne pożegnanie z Eduardem dość szybko zostało przerwane wiadrem zimnej wody w postaci kontroli bagażu. To najgorszy moment z całej drogi i najtrudniejszy logistycznie. Wytaszczyłam z toreb cały sprzęt elektroniczny, przekonałam Sanię by przestał pić wodę i biegać i grzecznie przeszedł przez bramkę, wyjęłam Idę z wózka i na szczęście jeden ze strażników był ojcem i pomógł mi złożyć wózek. Niestety z Idą zostałyśmy wylosowane do dokładniejszej kontroli. Zaczęli nam skanować ręce, sprawdzać pachy, ustalać czy nie przykleiłam trotylu do naszej drobinki. Kiedy skończyli kontrolę zostałam z rozpakowanym sprzętem, złożonym wózkiem, płaczącą Idą i Sanią, który właśnie powiedział, że chce sikać. A parę metrów dalej Eduard wciąż stał i machał nam na pożegnać. Fuck yeah! Na szczęście Ida dała się włożyć do spacerówki, choć muchy w nosie jej zostały. Spakowałam nas, a Sania wysikał się dopiero pięć godzin później w Kiszyniowie. On zawsze jak widzi, że tracę kontrolę, to mówi, że chce mu się siku. Żartowniś.

Dalej poszło już sprawnie, zaopatrzeni w toblerone przeczekaliśmy ostatni kwadrans pod gatem, panowie pomogli nam znieść wózek do autobusu. Weszliśmy do autobusu na samym końcu, i to był dobry wybór – nie czekaliśmy na last callów. Ida drogę do samolotu przejęczała. Już widziałam wzrok pasażerów –współczucie pomieszane z zapowiedzią irytacji.

Jedna matka i dwoje dzieci w samolocie.

Ida przestała płakać w momencie kiedy znaleźliśmy się w samolocie. Szalenie jej się podobało. Nie miała żadnych problemów ze startem, nawet nie była specjalnie zainteresowana cycusiem. Przyssała się godzinę później, co było idealne, bo lotnisko w Kiszy jest dość trudne do lądowania – prawie zawsze męczą turbulencje, no i nie da się przeoczyć zetknięcia z ziemią. Każdy pilot wali równo. To Ida przespała. Sania pewnie by speniał, ale pani koło nas wymiotowała, więc się gapił na nią bez kultury. (Nie powstrzymywałam go, bo starałam się ją wspierać na ile to możliwe w takiej sytuacji – była w ciąży i z dwulatką obok). Sasza cały lot rozmawiał ze mną i zabawiał Idę, na czas gdy mała zasypiała czytał książkę – jedną ze swoich ulubionych, czyli Chrupka i Miętusa (wyd. Dwie Siostry).

Jedna matka i dwoje dzieci w samolocie

Wspomnę też o mojej wygodzie, w podróży i na co dzień. Bo ja w innych bluzkach i sukienkach teraz nie chodzę, tylko w Cool Mamie. Są hiperwygodne, i dla matki i dla dziecka. Szybki dostęp do cycusia, nie trzeba się męczyć z żadnymi suwakami, ani nic przykrywać. Dyskretne karmienie zapewnione!

Jedna matka i dwoje dzieci w samolocie

Przylotówka.

Ostatni moment, gdy musiałam ogarnąć Sanię to przejście graniczne. Skakał i chciał biec przez bramki, a pani strażniczka nie wyglądała na miłośniczkę rozbrykanych czterolatków. A jeszcze ja ją prosiłam o pieczątki. Heloł. Matko wariatko! Odebraliśmy walizę i tyle!

O czym pamiętać:

  • Rodzic podróżujący z dziećmi samolotem robi siku przez wejściem do samolotu i po wyjściu z samolotu. Toalety dla niepełnosprawnych są wszędzie i można tam wejść nawet z trójką dzieci.
  • Odpuściłam słodycze, Sania wciągnął princepolo i dwie mini paczki żelków frugo.
  • Dużo latasz? Pięć razy zastanów się czy kończyć karmić piersią – lot samolotem jest hiper wygodny w tej opcji.

Torba podręczna (nie plecak ze sprzętem fotograficzno-komputerowym):

  • Ubrania dla dzieci na zmianę i trochę do cebulki.
  • Woda dla dzieci.
  • Pieluszki.
  • Mokre chusteczki.
  • Książka dla Sani.
  • Saszetka z dokumentami i kasą.

I tyle!

 

Nigdy nie wybieramy lotów tak, by odbywały się w dogodnym czasie dla dzieci – po pierwsze zwyczaje drzemkowe są zmienne, po drugie zwykle latamy w miejsca, gdzie lata jeden samolot dziennie, więc raczej oddychamy z ulgą, kiedy widzimy, że lot jest nie w środku nocy. Jedna matka i dwoje dzieci w samolocie dadzą radę!

Jedna matka i dwoje dzieci w samolocie

 

  • Ha! Kiedy leciałem rok temu do Turku po sąsiedzku miałem miłą Panią z dwójką dzieci. Niestety dzieci był dośc złośliwe. Jednego kilkulatka musiała co chwilę upominać i znosić jego humory, a małe roczne dziecko, które miała na rękach zacząłem ja zabawiać i rozśmieszać, tylko by nie płakało. Pani mi potem podziękowała za wsparcie 🙂