Nasze dzikie, outdoorowe dzieci.

Parę tygodni temu napisałam tekst o tym, że miejsce chorego dziecka jest w domu. Chodziło mi o zainfekowane dzieci, z temperaturą i ewidentną wydzieliną. Wiele matek wyraziło opinię, że co ja gadam, przecież z katarem to one zawsze wychodzą, bo przecież dzieciom zawsze dobrze zrobi wyjście, że my to na pewno nie wyściubiamy nosa z domu, kisząc się i nawet nie wietrząc. Otóż nie. Warto czasem zanim się kogoś zaatakuje zerknąć na profil bloga. Natura i kultura. Nasze dzieci, to outdoorowe dzieci. Ciągle są na dworze (jeśli są zdrowe). Jak się z tym żyje i co potrzeba do idealnej organizacji?

outdoorowe dzieci

Outdoorowe dzieci od urodzenia.

Kiedy urodził się Sasza mieszkaliśmy na drugim piętrze bez windy. Stelaż wózka był w samochodzie, ja z Sańką w gondoli schodziłam na dół. Twardo codziennie. Do tego stopnia nie lubiłam tego noszenia, że nie wracałam do domu w porze obiadowej. Brałam jedzenie w termosie, dyszkę na kawę w kieszeń, i spacerowałam po 8-9 godzin dziennie. Sania nigdy nie marudził, w piersiach mleka miałam w zapasie. Sania się przyzwyczaił i w domu go totalnie roznosi(ło). Miał nawet epizod nie jedzenia w domu żadnych posiłków. Ale na ławce dwie ulice dalej już tak.

outdoorowe dzieci

Ida urodziła się w środku wakacji, na pierwszy spacer wyszła w dniu kiedy wróciliśmy do domu ze szpitala. Wciąż jesteśmy na dworze, choć w odróżnieniu od Saszy Ida zdecydowanie preferuje nosidełko/chustę.

W Warszawie problematyczna jest dla nas zima – smog bardzo źle działa na nasze outdoorowe dzieci. W styczniu spędziliśmy dwa tygodnie nad morzem. Spacerowaliśmy tam po parę godzin dziennie, Sania miał całe place zabaw tylko dla siebie. Po powrocie do stolicy i trzech godzinach na dworze dzieci miały pozatykane nosy gęstymi bobami i ohydny kaszel. Co będzie tej zimy? Chyba dużo wyjazdów za miasto.

outdoorowe dzieci

outdoorowe dzieci

Organizacja.

Wiem, że najtrudniejszy czas mamy za sobą (jedno małe, drugie duże), no chyba że urodzi nam się trzecie dziecko, to jeszcze czeka nas jedna zima walki. Jeśli dwójka już biega, ma radochę z lasu, ścieżek, hulajnóg, rowerów i placów zabaw, to właściwie już możemy zamieszkać w namiocie. Wyznajemy złotą skandynawską zasadę: Nie ma złej pogody, są tylko złe ubrania. Mamy więc przeciwdeszczowe spodnie i kurtki, kolekcja kaloszy we wszystkich rozmiarach po kolei. Termosy na jedzenie i picie obowiązkowe. W sezonie letnim mata zawsze pod wózkiem. A dalej już tylko inwencja twórcza. Bo nam potrzebne są te dwie rzeczy – odpowiednie ubranie i zapas jedzenia. Nie lubię nosić gadżetów, swoich łopatek i wiaderek. Sania za to zawsze przydybie sobie jakiegoś kija czy pozbiera szyszki. Namiętnie kuje mnie oberwanymi z choinek igłami. Generalnie problem jest tylko wtedy, kiedy jesteśmy w odległości wzrokowej od naszej klatki schodowej, wtedy rozpoczyna się wielodecybelowy koncert pod tytułem „TYLKO NIE DO DOMU”.

outdoorowe dzieci

Na co pozwalam dzieciom na dworze?

Na wszystko. Jeśli tylko nie niszczą roślin, mienia innych ludzi, czy zwierząt. Mogą zbierać nieograniczoną ilość drobizny leśnej, w tym celu nawet wozimy pod wózkiem pokaźne pudełko z ikei, w które wrzucane są listki, szyszki, kasztany i żołędzie. Mogą turlać się po kałużach, mogą skakać po błocie, mogą chodzić po murkach. Raczkować po trawie, piszczeć na liściach, podrzucać wiewiórkom orzechy jesienią.

outdoorowe dzieci

Jakie są efekty?

Sania rozpoznaje większość gatunków drzew rosnących w naszej strefie klimatycznej. Wykazuje żywe zainteresowanie nie tylko botaniką i życiem codziennym zwierząt, ale również nie wpada w dziką panikę gdy usiądzie mu na ręce mucha. Wie kiedy kwitnie lipa. Kiedy zobaczy porozwalane pnie drzew nad brzegiem rzeki oznajmia, że to robota bobra. Wie, że nie można śmiecić, nie tylko z powodów estetycznych, ale również z dbałości bezpieczeństwo wszystkożernych zwierząt.

Dzieci spędzające dużo czasu na wolnej zabawie na dworze, są bardzo kreatywne i szalenie rozwiniętą wyobraźnię.

Nasze outdoorowe dzieci nie oglądają bajek. To nie jest kwestia naszego zakazu (my nie oglądamy telewizji, ale dzieci wiedzą co w tym pudle gra), my po prostu nie mamy na to czasu. Rano są do zrobienia trzy rzeczy – śniadanie, mycie i ubranie się. I w drogę!

outdoorowe dzieci

Robi dobrze (nam) na wakacje.

Ponieważ na co dzień żyjemy dość intensywnie, z mnóstwem przygód i atrakcji, wakacyjne tempo nie rusza naszych dzieci. Dla nas etos wakacji, to spanie w agroturystyce z dobrym śniadaniem, przedpołudniem spacer po lesie/polach/górach, potem zwiedzanie jakiegoś miasteczka (plus smaczny obiad w lokalnej restauracji) i po 16 plaża/basen. Plan ten najlepiej realizowany jest w warunkach śródziemnomorskich. Nasze outdoorowe dzieci kochają ten rytm równie mocno, co my.

outdoorowe dzieci

outdoorowe dzieci