Podróżująca Rodzina w Mołdawii. 4/8

Tydzień najuboższy w atrakcje na miejscu, ale bardzo intensywny w pracę dla mnie za nami. Uff. Tak się złożyło, że w jednym czasie robiłam poprawki do przewodnika o użytkach ekologicznych w czterech województwach, który pisałam wiosną, skończył mi się zapas kontentu dla fanpejdża który prowadzę (nie mojego), i dostałam całkiem nowe duże zlecenie, wręcz ogromne, o którym na razie nie mogę powiedzieć. Będę je realizować po powrocie do Polski, ale musiałam przygotować konspekt, kosztorys i wymieniać milion mejli. I jeszcze zmieniałam hosting na blogu. Wszystko na raz. A kiedy już kliknęłam ostatni raz enter, usłyszałam krople deszcze walące o parapet, i musiałam odwołać naszą wycieczkę zaplanowaną na wczoraj. Tak więc:

Podróżująca rodzina w Mołdawii

Podróżująca rodzina w Mołdawii, tydzień czwarty.

Co robiliśmy?

Siedzieliśmy w mieszkaniu, z krótkimi spacerami na bazar po zakupy. Na pewno odrobimy tą biedę. 🙂

Co jedliśmy?

Przyszły do nas maliny. Są zupełnie inne niż nasze, nie da się z nich zrobić naparstków, bo są za maleńkie. Ale słodyczą rozwalają!

Podróżująca Rodzina w Mołdawii

Faszerowane papryki, z kiszonki ofkors. Jeżu, jakie to jest pyszne! Pamiętam jak wróciłam z dwumiesięcznego pobytu w Syrii, to nie mogłam się znowu przyzwyczaić do smaku polskich warzyw i owoców. Coś czuję, że czeka mnie powtórka.

Podróżująca Rodzina w Mołdawii

Pierogi z czereśni i bryndzy. Czereśnie w tej chwili kosztują 1,5 PLN za kilogram, i zjadamy je w ilościach nieprzyzwoitych. Ugotowałam nawet kompot. Bryndzę też jemy ciągle, Ida okazała się być najbardziej awanturującą się amatorką.

Podróżująca Rodzina w Mołdawii

Jak sobie radzimy?

Spoko. Aczkolwiek mam w myślach wcześniejszy powrót, chociaż raczej do niego nie dojdzie. Musiałam spróbować takiego wyjazdu, by wiedzieć, że może lepiej jeździć do Ciechanowa na dzień i wieczorem jednak spotykać się z Eduardem.

Co planujemy?

Planujemy Kiszyniów. Pojedziemy pewnie na przyszły weekend, trochę przedłużony. Będziemy dalej szaleć po monastyrach. Z niepokojem patrzę na prognozę pogody, która zmienia się jak w kalejdoskopie. Raz pokazuje totalne słońce, by przy kolejnym zalogowaniu się do internetu straszyć deszczem.