Roadtrip z niemowlakiem, czyli małe dziecko w aucie.

Gdy przyszedł na świat Sania mieliśmy silną potrzebę oddechu i potrzymania go pod kloszem. Lubiliśmy się kisić na łóżku w domu we trójkę, uśmiechać, poznawać małego człowieka, celebrować czas. Wcześniej w życiu tyle robiłam, że odpoczynek był zbawienny. Gdy Sania skończył 9 miesięcy polecieliśmy do Mołdawii, i to był strzał w dziesiątkę. Samolot idealnym środkiem podróżowania w konfiguracji 2+1. Dziecko przy cycusiu, na rączkach, tu potrzyma tata, tu pobawi mama. Roadtrip z niemowlakiem? Nie było tego w naszych głowach. Ale już gdy Sanią skończył 10 miesięcy pojechaliśmy na Bornholm samochodem (i promem). Ale dziecko tych gabarytów to już prawie przedszkolak! Ida to zupełnie inna historia. W pierwszą podróż wyjechała w wieku 45 dni, nad morze. Kiedy pyknęło jej 60 dni była na pierwszym zleceniu w Lublinie. Święta – roadtrip z niemowlakiem po Mazurach, a teraz jesteśmy nad morzem. Kilometrówkę można liczyć w tysiącach.

Roadtrip z niemowlakiem

Długość jazdy.

Pediatrzy sugerują, iż niemowlę nie powinno spędzić w foteliku dłużej niż dwie godziny. Potem powinno nastąpić przynajmniej 20 minut przerwy. My zabezpieczyliśmy tym, że nie mamy w wózku opcji wpięcia fotelika.
W lato nie ma problemu – pod ręką mata piknikowa załatwia sprawę. Dziecko i tak potrzebuję jeść, trzeba je przewinąć, więc te dwie godziny są sensowne. Jeśli autostrada – to na MOPach, jeśli mniejsza droga to miłe miejsce w lesie, lub przy kościele (nasze niezawodne miejsce do zatrzymywania się na polskiej prowincji). Można się rozłożyć na pół godziny i ogarnąć malca. Zimą robi się trudniej – osobiście nienawidzę zmieniania outfitu z fotelikowego na wózkowy przy -10. Z resztą wózek nie wiele w tej sytuacji zmienia, bo nie o spacer tu chodzi. Robimy więc karmienie, zmianę pieluszki i zabawy w samochodzie. My zatrzymujemy się jak tylko Ida zaczyna się robić marudna, by uniknąć sytuacji płaczowych.

Roadtrip z niemowlakiem

Kiedy ruszyć?

Nie lubimy jeździć „ na noc”, ale ostatnio spróbowaliśmy, i choć sami byliśmy wykończeni dojeżdżając nad morze o drugiej w nocy, to dzieci odpadły niebywale szybko (Ida na węźle Powązkowska, czyli odległość od naszego mieszkania taka, że kabla z odkurzacza by starczyło), a Sania przed Łodzią. Zrobiliśmy jeden przystanek dla Idki na krótki odpoczynek, który Sania przespał. Jeśli nie noc, to najlepiej wybierać oczywiście start w porze najdłuższej drzemki. I powoli się toczyć  z przystankami.

Roadtrip z niemowlakiem

Ciepło.

Zimą było dla nas problemem również ciepło. Ubieramy Idę do samochodu na cebulkę, ale oczywiście nie w kombinezon, który po pierwsze zmniejsza skuteczność bezpieczeństwa w foteliku (a nawet je minimalizuje) oraz jest jednak sprawą zbyt grzewczą. Idealny na roadtrip z niemowlakiem okazał się śpiworek do fotelika samochodowego skip hop, który można rozpiąć całkowicie odsłaniając dziecko lub zapiąć na moment transportu w foteliku. Sprawdza się podczas przemieszczania.

Roadtrip z niemowlakiem
Czasoumilacze.

Dla mnie niemowlak równa się ząbkowanie. W ogóle uważam, że niemowlęctwo to najtrudniejszy czas zarówno w macierzyństwie, jak i w „dorastaniu”. Noworodek jest śpiącym cudem, w które można godzinami się wpatrywać i czekać, aż się zbudzi. Mówiący starszak to już partner do podróży – śpiewy, zgadywanki. Dziecko w wieku od dwóch miesięcy do roku na dla mnie największe wyzwanie. Musi nabyć tyle umiejętności, i zawsze czuje niedosyt. Ida miała satysfakcję z dwóch obrotów z pleców na brzuch. Zaraz potem podjęła walkę z podnoszeniem tyłka do góry, by zabrać się za raczkowanie. Dzieci uczą się mówić, komunikować, wyrażać potrzeby i emocje. Do tych wszystkich problemów dochodzi jeszcze bolesne ząbkowanie. Właśnie gryzaki są dla mnie must have do włożenia do torby podręcznej. Do tego coś co grzechocze i szeleści i można to zawiesić na foteliku. U nas lubiana jest grzechoryba. Nie oglądamy telewizji w ogóle, więc rozważanie, czy puszczać dzieciom bajki w samochodzie i od kiedy, omijam (i nie poddaję tego ocenie, bo każdy robi to co uważa za odpowiednie dla siebie). Smoczki też się u nas nie przyjmują, więc nie pomagają. Za to opanowałam do perfekcji karmienie Idy podczas jazdy (piersią) bez wypinania jej z fotelika .-)

Roadtrip z niemowlakiem

Roadtrip z niemowlakiem, a mama?

Kocham podróżować (i nie tylko) w sukienkach i bluzkach Cool Mama przeznaczonych do karmienia, przez co nie muszę się szamotać by udostępnić posiłek dziecku.


W torbie podręcznej mam:

Pieluszki (co najmniej 5 sztuk), chusteczki mokre, podkład do przewijania, ubranka na zmianę (pozycja w foteliku to idealna opcja do kupy na plecach), pieluszka tetrowa, cienki kocyk, dwa gryzaki, grzechoryba, książeczka obrazkowa czarno-biała. I nade wszystko – sprawdzone preparaty na ząbkowanie (u nas camilia i żel paraliżujący dziąsła).

A Wy macie sprawdzone sposoby na roadtrip z niemowlakiem?

  • ja jeszcze nie muszę podróżować z takim maluszkiem 😉

  • Pytanie z trochę innej beczki: Sania to skrót od jakiegoś imienia? Czy pełne imię?
    Pozdrawiam 😉 [w teorii – również archeolog]

  • U nas nigdy nie było problemów z podróżowaniem. Victoria w zasadzie od małego jeździła z nami do Polski samochodem i jakoś dawaliśmy radę. Zgodnie z zaleceniami robilismy przerwy, droga była podzielona na większe i mniejsze odcinki. Julia też dobrze znosi wszelkie niewygody, chociaż mam wrażenie, że dzieci im starsze, tym gorzej usiedzieć im na miejscu i trzeba im zapewnić więcej "atrakcji" w czasie podróży 🙂

  • Podróżować nikt nie musi .-)

  • Sania to skrót, pełne imię to Aleksander.

  • Powodzenia i dzięki!

  • Dobrze czytać! A skąd jeździcie?

  • Z Francji – teraz spod Paryża, wcześniez z Korsyki. Z Victorią zaliczyłam też przeprowadzkę na Majottę i to była podróż życia. 24h, cztery samoloty, 12tys przelecianych kilometrów 😛

  • Bardzo przydatny post, jak bardzo przekonam sie dopiero w czerwcu 😉 Niezmiennie zachwycam sie Wasza rodzina 😉

  • Bardzo przydatny post… Do momentu, gdy przeczytałam o karmieniu dziecka piersią podczas jazdy. To koszmarnie lekkomyślne 🙁

  • Uwielbiam road trips, ale z takim maleństwem jeszcze nie miałam „przyjemności” 🙂