Syryjskie Koło Gospodyń Wiejskich.

Archeologiem chciałam być od dziecka. Pamiętam siebie w wieku 5 lat – w zimowe popołudnia podpalałam brzegi kartek ogniem z zapałek i próbowałam wmówić babci, że znalazłam je w śniegu i że są sprzed setek lat. Z zamiarem grzebania w piaskach pustyni poszłam na pierwszym rok studiów i szczęśliwie udało mi się zawsze dostawać na misje około śródziemnomorskie. Jeździłam na Krym i do Czarnogóry, ale zdecydowanie najbliższe memu sercu stały się praktyki w Syrii, w kurdyjskiej wiosce na północnym wschodzie kraju. Obszar na którym mieszkałam zwany jest Dżazirą (z arabskiego wyspa). To olbrzymie, płaskie jak stół pola, okrążone górami (te góry są daleko, Dżazira ma w średnicy ponad sto kilometrów). Pola dają plony w kwietniu mają soczystą zieleń upraw, w maju wysychają, w trakcie lata stają pustynią. Wzniesienie na polach prawie zawsze oznacza starożytną osadę. W Tell Arbid mieszkały dwie rodziny – jedni po jednej stronie wzgórza, drudzy po drugiej. Z dziewczynami z tej pierwszej założyłyśmy Syryjskie Koło Gospodyń Wiejskich.
Syryjskie Koło Gospodyń Wiejskich

Wielkanoc na krawężniku.

Przylecieliśmy w kwietniu, w Wielką Niedzielę. Siedząc na krawężniku w Aleppo zjadłam najlepsze śniadanie (nie tylko wielkanocne) w życiu. Zapiekaną, zwiniętą pitę z serem. To był początek licznych kulinarnych uniesień. Sześć tygodni w Syrii to jedyne wykopaliska w moim życiu, w czasie których nie schudłam, tylko przytyłam.
Po paru godzinach znaleźliśmy się na miejscu, i tak miało już zostać przez kolejne niedziele. Życie obok, a właściwie z kurdyjskimi rodzinami okazało się na tyle ciekawe, że w pewnym momencie przestałam kombinować jakby się tu z naszej wsi w wolny dzień wyrwać. (Parę razy wyrwałam się stopem).

Syryjskie Koło Gospodyń Wiejskich.

Mimo, że ścieżki kontaktów były już w trakcie poprzednich sezonów dość wyraźnie wydeptane, ja po swojemu nawiązywałam znajomości. Zaczęłam od przekonywania do siebie dzieci moją dzienną „racją” żywnościową herbatników z czekoladą i butelką gazuzy. Potem z nastolatkami pasłam owce. Chodziłam z mężczyznami na zachód słońca na szczyt wzgórza i wypalaliśmy skręcane papierosy z tureckiego tytoniu. W końcu zaprosiły mnie kobiety na rozpalanie pieca, ważenie sera, prażenie bulguru.

 

Było super!
Syryjskie Koło Gospodyń Wiejskich
Syryjskie Koło Gospodyń Wiejskich
Syryjskie Koło Gospodyń Wiejskich

 

Syryjskie Koło Gospodyń Wiejskich
Syryjskie Koło Gospodyń Wiejskich

 

Syryjskie Koło Gospodyń Wiejskich
Syryjskie Koło Gospodyń Wiejskich

 

Syryjskie Koło Gospodyń Wiejskich

 

Syryjskie Koło Gospodyń Wiejskich

 

Syryjskie Koło Gospodyń Wiejskich

 

Syryjskie Koło Gospodyń Wiejskich

 

Syryjskie Koło Gospodyń Wiejskich
Syryjskie Koło Gospodyń Wiejskich

 

Syryjskie Koło Gospodyń Wiejskich

 

Syryjskie Koło Gospodyń Wiejskich

 

Syryjskie Koło Gospodyń Wiejskich

Syryjskie Koło Gospodyń Wiejskich

Syryjskie Koło Gospodyń Wiejskich
  • Matka-Dietetyczka

    Jestem pełna podziwu dla Waszych licznych podróży!:)

  • Wspaniała, choć za krótka opowieść! Miałam to szczęście, że zdążyłam być w Syrii jeszcze przed wojną ale na wycieczce zorganizowanej, więc to oczywiście nie to samo, co 6 tygodni z miejscowymi, zazdroszczę. Syria bardzo mi się podobała, a Damaszek mnie zachwycił. Pozdrawiam!

  • Ania

    Niesamowita wyprawa, zazdroszczę!

  • Zupełnie inna rzeczywistość, a ten sam świat, ten sam wiek – no te same czasy.
    To jest wręcz niesamowite – ta różnica kulturowa, różnica w rozwoju. Chciałabym pojechać i zobaczyć na własne oczy 🙂

  • Iza

    Poproszę o więcej wspomnień z Syrii. Świetnie napisany tekst (o wiele za szybko się skończył) i wspaniała przygoda.

  • Takie wspomnienia na dzis szcegolnie na wage zlota. Przykro sie oglada te zdjecia wiedzac co obecnie sie tam dzieje. I rowniez zazdroszcze przezycia, ciekawe czy i mi kiedykolwiek uda sie pojechac do Syrii (o ile bedzie po co).

  • Jasne, oby to nie trwało wiecznie.