Nasze dziecko nie chodzi do przedszkola.

Nasze dziecko nie chodzi do przedszkola. Ida urodziła się ostatniego dnia lipca, sześć tygodni wcześniej niż to było wpisane w kalendarz. Była drobnym, ale całkowicie donoszonym wcześniakiem, i choć przy porodzie nagle z zera osób towarzyszących zrobiło się jedenaście i na salę wjechał zupełnie niepotrzebnie inkubator, to w tym wybuchu endorfiny, gdy ku mojej radości Idzie pyknęła dziesiątka i robiła pierwsze przymiarki do cycusia, słyszałam jak ktoś z obecnych powiedział: „no i po co nas tu tak wołali”. Oznak wcześniactwa wciąż nie ma, ale niestety rzuciło się Idzie na odporność. Sasza zaczął przedszkole we wrześniu, obrazek jak malowany był do spadku temperatury i pierwszych infekcji. Ida nie zaraziła się bostonką i dwoma katarami, ale przy grudniowym zapaleniu oskrzeli się poddała. No i po tygodniu w szpitalu wypisaliśmy Sanię z przedszkola.

Ja jestem matką zdalnie pracującą, po nocach, która lubi z dziećmi być w domu (choć w domu bywamy rzadko). Czerpię dziką satysfakcję z tego, że to ja ich wszystkiego uczę, towarzyszę przy pierwszych, drugich i trzecich sukcesach rozwojowych, emocjonalnych i intelektualnych. Kiedyś bliska mi mama czterech chłopców, odrobinę starsza powiedziała: „Na nic nie patrz, przytulaj, śpij w jednym łóżku, karm piersią jak długo chcesz. Za chwilę będą w gimnazjum i jeśli nie zbudujesz relacji od razu to nadrobić to będzie trudno”. Wzięłam sobie tą radę do serca.

Stawiamy na zrównoważony rozwój. Nasze dziecko nie chodzi do przedszkola, ale rozwija się i uczy. Nie zapędzę Sani do książek, ani nie będziemy działać według schematu czy planu lekcji. Właściwie to Sania decyduje kiedy co chce robić. Siłą rzeczy zimą więcej czytamy i robimy prac plastycznych, a latem spędzamy całe dnie na dworze i poznajemy. Kiedy Sania pyta jak jest po angielsku wiśnia, no to już wiem co będziemy robić przez następne trzy kwadranse.

A co robimy jak nie siedzimy w domu?

Nasze dziecko nie chodzi do przedszkola.

Wolność!

Przede wszystkim zawsze możemy wyjechać .-) Niczego nie odwoływać, z niczego nie rezygnować.

Nasze dziecko nie chodzi do przedszkola

Czas z siostrą.

Ida nie jest Sani obca. To nie dodatek gdzieś tam idący w cień gdy król świata i okolic wraca o siedemnastej z przedszkola. Sania żywo uczestniczy w tym co robi Ida. Opiekuje się nią, rozbawia, przytula. Wącha pieluchę, by sprawdzić czy trzeba przewinąć. Podaje zabawki, wybiera książeczki. To do niego Ida pierwszego się uśmiechnęła, przewróciła pierwszy raz na brzuch by być bliżej Sani, to na jego koszulce pierwszy raz zacisnęła piąstkę. Oby im to zostało na życie.

Zajęcia.

Kiedy rozważałam najpierw, czy posyłać Sanię do przedszkola, a potem czy nie zakończyć tej przygody, wielokrotnie czytałam podstawę programową. Doszłam do tego, że jestem w stanie zapewnić mu wszystko, poza umiejętnościami społecznymi. Swobodna, samodzielna zabawa z rówieśnikami. Oferta zajęć dla dzieci 3+ w godzinach nas interesujących, czyli do 16 jest znikoma. Nie grzeje nas to co robią dzieci po przedszkolu, bo to te same wirusy z których się wypisaliśmy. Sania dwa razy w tygodniu przez trzy godziny ćwiczy swoje social skills na Leśnych Szperakach. To zajęcia w fundacji Sto Pociech na Nowym Mieście, którym bliska jest idea przedszkól outdoorowych i edukacji demokratycznej. Kopią rowy, doły, leje wodę, smoli się przy ognisku, chroni przed deszczem w namiocie. Z innymi dziećmi. Dla mnie bomba. Mamy z Idką wolne.

Nasze dziecko nie chodzi do przedszkola

Muzea.

Idealne miejsce do rozwoju i tematycznego tłumaczenia. Kochamy etnograficzne, swego czasu wystawa o Bartnikach zawróciła Sani w głowie totalnie.

Zoo.

Często chodzimy do zoo. To dobre miejsce, by nie tylko obserwować zwierzęta, ale też nauczyć się o ich niewoli, odpowiedzialności społecznej i zachowaniu w takich miejscach. No i ćwiczenie silnej woli, by nie zjadać śmieciowego jedzenia. Najbardziej polecamy warszawskie zoo w środy rano. Bardzo dużo wtedy odbywa się prac porządkowych, i kręci się mnóstwo pracowników, szalenie bogatych merytorycznie. To idealny czas, by ich zaczepiać i wypytywać o zwyczaje i zachowania podopiecznych.

Nasze dziecko nie chodzi do przedszkola

Place zabaw.

Codziennie, różnie. Zwiedzamy trochę różne warszawskie. Opisałam już te na Żoliborzu i Muranowie. Staram się nie ingerować. Siadam sobie i udaję, że pilnuję Idy jak śpi. Pozwalam Sani samemu organizować sobie zabawę. Jeśli tylko są jakieś dzieci no to zwykle nie ma problemu. Pada sakramentalne „Część jestem Saszka, czy chcesz się ze mną pobawić” i kwadranse lecą. Gorzej jak opiekun towarzysza zabawy mocno się wtrąca w ten dziecięcy świat.

Muzyka.

Duży problem mam z rytmiką. Sania uwielbiał panią Kalinkę, która do dźwięków tamburynu i pianina uczyła dzieciaki piosenek w przedszkolu, które nasz syn chwyta w mig. Sania przez pierwsze dwa lata z hakiem chodził na gordonki, zajęcia muzyczne, najlepsze na mieście (a nawet dwóch, bo jest filia w Trójmieście) są jak dla nas u Anity. W muzeum etnograficznym są organizowane co parę tygodni koncerty przed południem. Są dla mnie zawsze stresem, bo przychodzą dzieci z różnych szkół i przedszkól ze swoimi zarazami, ale ja też muszę ćwiczyć luz. Aczkolwiek jak ktoś zakaszle to zwykle strzelam wzrokowymi piorunami.

Nasze dziecko nie chodzi do przedszkola

Kopernik.

Kocham miłością olbrzymią. To są te momenty, kiedy dzieci nie wiedzą, że zdobywają szalenie ważną i w sumie skomplikowaną wiedzę przez totalną zabawę. Galeria Bzz i coraz częściej ekspozycja stała zajmuje nam godziny. Do galerii bzz można wchodzić na wejściówce dołączonej do biletu, na daną godzinę. Konieczne jest ubrania na zmianę. Jest mokra rzeka! Z prawdziwą wodą!

Nasze dziecko nie chodzi do przedszkola

Restauracje i kawiarnie.

Mamy czas na to, by sobie dogadzać. Ciasteczkami, tostami, makaronami, rolkami sushi. Możemy podróżować po Warszawie, przeplatać różne punkty wymienione wyżej ze sobą i korzystać z życia, podróżować po Warszawie. Sania jest młodym kawalerem na poziomie. Wspaniale sobie radzi we wszystkich miejscach. (Coraz mniej cierpliwie) umie doczekać do podania posiłku, posługując się wszystkimi sztućcami (i nie tylko) jakie wpadną mu w ręce. Konsumuje, zawsze wynosi talerze do kuchni. Często dostaje smaczki w nagrodę.

Życie codzienne.

Sania nie jest oderwany od rzeczywistości. Nie myśli że banany rosną w lodówce, ani że ze ściany samoistnie wyjeżdża rura od odkurzacza, która zgarnia pokruszony chleb. Gdy widzi że jest brudno, to ochoczo otwiera szafkę z odkurzaczem, bez problemu składa wszystkie elementy, podłącza, sprząta, rozkłada i chowa. Umie ulepić i uformować gnocchi (ale trzeba mu odmierzać składniki). Nie piszę tego by się chwalić, tylko by pokazać, iż SZALENIE ważne jest to, by dzieciom ZAWSZE pokazywać życie. To je najbardziej kręci. Sanię bardziej niż telewizja.

Równowaga.

Fakt, iż Sania jest w domu, wykorzystuję, by nauczyć go, iż wszyscy mamy potrzeby i musimy nawzajem uczyć się je zaspokajać. Pewnie, że fajnie jak co godzinę przychodzi do grupy w przedszkolu inna pani albo pan i zabawiają towarzystwo. Takich cudów w domu nie ma. Ida potrzebuje jeść, spać, mieć czas na podłogę. Ja czasem muszę wykonać jakiś telefon, albo usiąść na chwilę przy komputerze, regularnie też chodzimy do przyjaznego dzieciom salonu mani pedi. Dzieciaki czekają, ja mam swoją chwilę.

Nasze dziecko nie chodzi do przedszkola

Czasem mnie łapią wyrzuty sumienia i mam wrażenie, że Sania to jest bohater nowelki pozytywistycznej, bo szczęśliwe dzieci mają tyle atrakcji w przedszkolu, a on musi kroić ziemniaki. Ale kiedy rozmawiamy o tym co będzie od września, on zwykle deklaruje, że może iść do przedszkola, ale to wszystko co teraz robimy ma zostać jak jest. Więc co zrobimy?

Print Friendly, PDF & Email

Zobacz rownież: