Podróże z jednym rodzicem.

W jednej z grup na popularnym portalu społecznościowym zobaczyłam dziś pytanie, które myślałam, że może paść już tylko w filmie, którego akcja rozgrywa się w pierwszej dekadzie XXI wieku. „Czy wraz z dziećmi kończą się podróże?”. Myślałam, że świat już wie, że to jest oczywiste jak to, że autobusy w Grecji jeżdżą jak chcą. Doskonale pokazują to blogiery o szerokim zasięgu, Tasteaway, że można podróżować z dziećmi mając swoje firmy, The Family Without Borders, że można podróżować z dziećmi będąc freelancerem (najlepiej!) i mając dzieci w szkole, Our Little Adventures, że można podróżować z dziećmi na dwóch etatach. A z nami to w ogóle jest kosmos! Bardzo często uskuteczniamy podróże z jednym rodzicem, głównie matką.

O nas.

Jedno z nas jest bardzo odpowiedzialne. Ma porządek w głowie i na głowie. Zawsze kończy myśl, którą zaczęło, doskonale wie kiedy nastawić pranie, by nie zabrakło skarpetek, kiedy kupić pomidory, by nie zabrakło, czyści szczotką koła od wózka zimą przed wejściem do domu, żeby nie zrobiła się w przedpokoju kałuża i ma idealnie wypastowane buty. Guess what. To nie jestem ja! Drugie z nas recytuje z pamięci rozkład pociągów do Trójmiasta, wie ile samolotów dziennie lata do Mediolanu, często grubym popołudniem przypomina sobie, że, kurka, obiad trzeba dać dzieciom i pędzi z nimi do restauracji. Mam wiecznie zabłocone buty, nieraz stałam godzinę w kolejce na poczcie, ale bez gotówki (dobrze, że to już nie problem i można w okienku płacić kartą). Ale za to nie boję się wziąć naszej ukochanej dwójki i pociągiem pojechać na drugi koniec Polski, albo polecieć do innego kraju.

Podróże z jednym rodzicem.

Nietrudno się domyśleć, że dla Eduarda podróże nie są priorytetem. Choć podobnie jak ja, uwielbia poznawać świat, smakować nowych potraw i obserwować lokalsów w życiu codziennym, to ma ograniczoną ilość urlopu w roku. Ja z kolei jestem mentalnym nomadem, i bardzo potrzebuję zmian. Na szczęście one nie muszą być ekstremalne. Razem z dziećmi podróżuję zarówno jednym dniem – zwiedziliśmy już kawał Mazowsza pociągiem, jak i ruszamy w dalsze eskapady, parodniowe i długoterminowe. Jedni uczą swoje dzieci gotowania, inni matematyki, ja uczę je życia w podróży.

Podróże z jednym rodzicem

Co to daje.

Podróże z jednym rodzicem to tworzenie relacji, nauka potrzeb jednostki, ale też szacunku do grupy. Uczymy się też cierpliwości, logistyki, radzenia sobie w trudnych sytuacjach. To jest wielka przygoda. Dla dzieci sama podróż pociągiem czy samolotem jest ekscytująca. Zmieniając otoczenie uczymy dzieci geografii, zachowania w hotelach, pensjonatach i pod namiotem. Obserwując czteroletniego Sanię widzę jak wiele się zyskuje. Zna wiele stolic, umie pokazać niejeden kraj na mapie. Poznaje gatunki drzew, zwierząt, języki, nie boi się samodzielnie zrobić zakupów w obcym państwie i nawiązywać relacji z ludźmi. Na naszym wyjeździe jeden plus dwa w ubiegłym roku w styczniu nad morze pierwszy raz sam się wymył.

Jest też tak, że ja mam zdalną pracę, więc mam o wiele więcej możliwości wyjazdowych. Smog truje dzieci, zimą nie spacerujemy po Warszawie. Chętnie za to uciekamy za miasto, najlepiej jak najbliżej Bałtyku. Latem z kolei Warszawa to dla nas za mało. Dzień trwa prawie 15 godzin, można robić pikniki, wchodzić, wychodzić do różnych pomieszczeń bez zdejmowania i zakładania kurtki. Lato to idealny czas na jednodniowe wycieczki.

Podróże z jednym rodzicem

Uważam, że podróże z jednym rodzicem są super w różnych konfiguracjach. Mam nadzieję, że przyjdzie taki dzień, w którym to Eduard zabierze Sanię na „męski” wyjazd, jak również samą Idkę na niezapomniany weekend ojciec-córka.

Jeśli macie jakieś pytania, czy wątpliwości, piszcie śmiało w komentarzach.

Zobacz rownież:

  • Nam póki co zdarzają się wypady, podczas których Maciek zostaje w hotelu i pracuje, a ja z młodą zwiedzam. Da się i tak, choć nie jest to łatwe. Z takich zdjęć zawsze mam mniej zdjęć i są one dla mnie mniej satysfakcjonujące, bo wiadomo – najważniejszy jest młody człowiek i jego potrzeby, a nie moje aspiracje 😉 Ale da się.

    • Gdyby nasz Podróżujący Tata mógł pracować zdalnie, byłaby w siódmym niebie. Ja też mam problem ze zdjęciami, szczególnie jak Ida jest w nosidle i próbuje złapać za obiektyw. 😉

  • Maja Wiśniewska

    oooo, pokrewna dusza! Ja akurat za 2 tyg gdzies bede miala juz 3ke dzieci, narazie jestem mama 2 chlopcow i tak ak Ty najbardziej lubie wyciagac ich z domu i pokazywac swiat! wycieczki jednodniowe jak najbardziej organizuje tak czesto jak sie da, mieszkamy w Anglii wiec przyznam, ze dla mnie sa one tez bardzo pasjonujące gdyż wciąż poznaję ten kraj. Na wycieczki zagraniczne jedynie do polski latam sama z dziecmi bez najmniejszych problemow, po Polsce tez, natomiast wycieczki w inne kraje ogarniamy tak zebysmy mogli cala rodzina korzystac wiec w tym roku udadza sie 4 takie wyjazdy. Spimy w hostelach lub namiocie, nawet raz ekstremalnie w samochodzie (i wcale tragedii nie bylo). Mam bardzo bezproblemowe podejscie do zycia, poniewaz uwazam, ze problemy rodza sie i rozwiazuja u nas w glowie ;). Nasza corcia jak juz pisalam (rodzynka, bo mamy 2 chlopcow 3 i 4 lata) zaraz sie urodzi i juz jako miesieczne dziecie leci z nami do Portugalii, potem ze mna do pl, a w wakacje na Islandie. Super, ze sa ludzie jak ja, bo wiekszosc tego nie rozumie 😉 Pozdrawiam! PS. tez mysle o zalozeniu bloga o podrozach z dziecmi, mam sporo pomyslow, ale wciaz dojrzewaja 😀