Wszystkie miłości mojego oka.

Gdybym miała się chwalić, że czegoś miałam w swoim życiu bardzo wiele, to na pewno na pierwszym miejscu pojawiłyby się aparaty fotograficzne. Jest to historia tak zawiła i tak wielowątkowa, że zastanawiam się nad napisaniem alternatywnej powieści miłosnej, gdzie podmiotem nie byłaby miłość międzyludzka, ale właśnie moje relacje ze sprzętem foto. Wielokrotnie widziałam w oczach rozmówcy, niepewność, czy aby na pewno jestem poczytalna, szczególnie wtedy, gdy psuł mi się aparat, który mogłam kupić na popularnym serwisie aukcyjnym za 40zł, a ja decydowałam się na naprawę za 200. Spróbuję policzyć wszystkie miłości mojego oka, oraz opowiem (i pokażę) co to dla mnie jest (może) dobre selfie.
Wszystkie miłości mojego oka

Wszystkie miłości mojego oka.

Praktica MTL3

Była pierwsza. Dostałam w połowie nastoletnich lat od ojca, jemu służyła przez lata i mi również. Kiedy moje koleżanki zastanawiały się jak namówić rodziców na to, by mogły pomalować sobie paznokcie, ja swoje maczałam w wywoływaczu. Godziny w ciemni były najbardziej edukacyjnym czasem w moim fotożyciu. Pod swoje skrzydła wziął mnie wtedy chłopak, który pokazał mi co i jak, i z tych lekcji korzystam do dziś (dzięki Piotrek!). Prakti okazała się być obiecana komu innemu i musiałam ją oddać. Życie.

Praktica TL

Wkrótce z ratunkiem przyszedł przyjaciel rodziny, który podarował mi swój stary aparat (dzięki Andrzej!). Ta sama firma, trochę starszy model. Byłam po pierwszym roku archeologii, pakowałam się na wykopaliska na Krymie. Wyjazd ten był przełomowym w moim życiu. Nauczyłam się, że jadąc gdzieś na miesiąc nie należy się pakować w dziewięćdziesięciolitrowy plecak i trzy torby na ramię. W moim bagażu po za ubraniami, toną kosmetyków i dwiema półkami książek znalazł się nawet mini ekspres do kawy. Po tym wyjeździe, gdy miałam problemy z wtoczeniem się do pociągu, nawet z pomocą dwóch chłopców, kupiłam czterdziestolitrowy plecak i konsekwentnie na każdy kolejny wyjazd był on moim bagażowym limitem. Niestety za tym poszła odstawka lustrzanki. Z pomocą przyszła mama, kupiła kompakt cyfrowy (dzięki Mamo!).

Canon A610

Zachowywałam się jak alkoholik, któremu nikt nie jest w stanie ograniczyć dolewania sobie wódki. Każdy dzień – pińćset zdjęć. Ograniczały mnie tylko możliwości zgrania karty na komputer. Do dnia dzisiejszego nie jestem w stanie na raz obejrzeć wszystkich fotografii z dwumiesięcznego pobytu w Syrii. Canona nosiło się wygodnie, ale jakość zdjęć była dobra tylko przy perfekcyjnych warunkach pogodowych. Nigdy sobie nie daruję, że te minuty przy zachodzie słońca na syryjskim wzgórzu uwieczniałam cyfrą, a nie analogiem. A przecież to już nie wróci.
Wszystkie miłości mojego oka

Praktica L

U babci w domu był remont, miał być likwidowany strych. Przeglądałyśmy pudła, które pokryte były kurzem lat, między innymi, siedemdziesiątych. Coś mi błysnęło, serce podskoczyło do góry. Odezwały się stare sentymenty. Aparat. Do dziś nie wiadomo kto robił nim zdjęcia wcześniej, zarówno puszka, jak i obiektyw Carla był w stanie perfekcyjnym, wyglądał jakby nigdy nie widział rolki. I działał. Za miesiąc wyjeżdżałam na stypendium do Włoch. Zabrałam ze sobą trzy aparaty: „nową” Prakti, canonowski kompakt i jeszcze jedną lustrzankę analogową pożyczoną od przyjaciela (dzięki M.!). W Italii pierwszy raz w życiu studiowałam i nie pracowałam. Co za życie. Miałam czas na spacery, wschody i zachody słońca. Powolne spacery po zamglonej, pustej Wenecji. Znalazłam towarzystwo do wspinaczki, dużo czasu spędzaliśmy we Wzgórzach Euganejskich. Co chwilę wsiadałam w pociąg do fotogenicznych cudów. Był to bardzo inspirujący czas. Mentalnie wróciłam do cierpliwości zdjęć analogowych. Wszystkie rolki musiały czekać na powrót do Polski, we Włoszech fotografia analogowa jest już zapomniana. Po powrocie chodziłam po Warszawie jak zaczarowana, godzinami fotografowałam ulice, detale, słońce odbijające się w oknach.
Wszystkie miłości mojego oka
Wszystkie miłości mojego oka
Wszystkie miłości mojego oka

Baldix

Byłam z pewnym młodzieńcem w Genewie i na okolicznych pagórkach. (Do Chamonix spakowałam się w ten czterdziestolitrowy plecak, ale miejsce dla Prakti się znalazło). Spacerowałam sama po zalanym wrześniowym słońcem mieście, taka trochę zaczarowana. Nagle Prakti zaniemogła. Usiadłam na ławce w parku i próbowałam ją reanimować. Podeszli do mnie mili pan i pani, pan zapytał czy może pomóc, bo trochę się zna na starych aparatach. Okazało się, że opadło lustro. Pyk pyk i działa. Prawie popłakałam się z wdzięczności i szczęścia. On widząc moje przejęcie, poprosił bym chwilę poczekała, to coś mi przyniesie. Trochę zmieszana zostałam, a on za kwadrans pojawił się z cudem świata. Baldixem, sześć na sześć, działającym i jeszcze z rolką filmu. Powiedział, że woli mi go podarować niż sprzedać, bo widzi że mam serce do zdjęć i aparatów, a on właśnie kupił aparat marzeń, więc do fotografii analogowej już nie wróci (dzięki! Gdybym tylko pamiętała Twoje imię!). Przygoda z Baldi jest wciąż ciekawa.
Wszystkie miłości mojego oka
Wszystkie miłości mojego oka
W między czasie przeprowadziłam się do Krakowa i robiłam sobie fotograficzne eksperymenty, znajdowałam jakieś stare aparaty analogowe i sprawdzałam czy działają, no i eksploatowałam Prakti. Wykręciłam też dziurkę w puszce po kawie i wyłożyłam ją czarnym filcem.

MJU

Kolega z pracy podarował mi małpę Olympusa (dzięki Wojtek!). Popularne mju. Choć byłam sceptycznie nastawiona dałam mu szansę (aparatowi) i znowu zachwyciłam się lekkością, wygodą i dyskrecją. Równolegle używałam jednak lustrzanek. Po mju wciąż często sięgam. To w ogóle był dobry etap. Niestety jednak Prakti popsuła się i za naprawę musiałam puścić wtedy te dwie stówy. Pan w serwisie mówił, że to bez sensu. Ja myślałam, że będzie nieśmiertelna. Przez długi czas działałam na tych dwóch aparatach (mju i Prakti), w zależności od warunków pogodowych i wygody noszenia.
Wszystkie miłości mojego oka

Śmierć (kinetyczna) prakti

Niestety nadszedł ten dzień, w którym nie mogłam w prakti przekręcić rolki. Do tego obiektyw nie łapał ostrości, wszystko się rozregulowało. Pan w serwisie z miną, „a nie mówiłem”, szepnął: „trzy stówki” i dodał: „i na pewno się za rok znów popsuje”. Poddałam się.
Wszystkie miłości mojego oka
Wszystkie miłości mojego oka
Wszystkie miłości mojego oka
Canon 5d
Z pomocą przyszedł znów dobry człowiek (dzięki Grze!). Pożyczył mi taaaki sprzęt. Ogarnięcie go zajęło mi chwilę, ale już jest dobrze. Idealny moment się trafił – piszę przewodnik po Lubelszczyźnie i zdjęć muszę robić sporo i to dobrych. Jestem już mocno wyważona emocjonalnie (w końcu swoje lata mam) i nie pstrykam bez opamiętania. Myślę przed każdym naciśnięciem spustu. Kolumbryna sprawuje się wspaniale, no ale… Jest ciężka! I krzyczy. Jest taka profesjonalna, że ludzie reagują na mnie jak na zawodowca. Nie za bardzo mi to odpowiada. Na pewno sprawdza się w fotografii studyjnej i przy sesjach, ale w terenie… Jeżu, jak ja marudzę!
Wszystkie miłości mojego oka
Zakochałam się jednak. A od Mikołaja dostałam teraz nowy telefon (a7) z fenomenalnym aparatem i wychodzi na to, że dzielę miłość między ajfona i canona.
A selfie?
Prędzej strzelę buta. Do twarzy szukam witryny.
Wszystkie miłości mojego oka
Wszystkie miłości mojego oka
Wszystkie miłości mojego oka
Wszystkie miłości mojego oka
P.S. Czytając ten tekst mam ochotę jutro o 10 rano zjawić w serwisie na Grzybowskiej z trzema Jagiełłami i Prakti. Bo wszystkie miłości mojego oka to jedno, a prakti…
Print Friendly, PDF & Email

Zobacz rownież: