Za co jestem wdzięczna w 2018 roku.

To zdanie już przeczytałam parokrotnie, a sezon na podsumowania na blogach jeszcze się nie rozkręcił. „To był wyjątkowy”, „łaskawy”, „trudny, ale pełen przyjemnych wyzwań rok”. No dla nas też. Ale, ta historia ma też morał (dla mnie). To za co jestem wdzięczna w 2018 roku ukształtowało przyszłość medium, które właśnie czytacie. Nigdy nie pisałam podsumowania, bo żadne z czterech lat prowadzenia bloga, nie były dla mnie wystarczająco dobre, by to zbierać, chwalić i przywoływać. A ten obecnie się kończący nauczył mnie bardzo wiele o mnie samej. I nakreślił plan na kolejny. Po raz pierwszy wiem czego od siebie oczekiwać i którą ścieżką podążać.

jestem wdzięczna

Ja, blogerka.

Ale zanim sypnę anegdotami, dwa słowa o mnie. To nie było tak, że któregoś dnia usidłam z czystą kartką papieru i wymyśliłam bloga, na którym będę zarabiać, który zdominuje moje życie, któremu będę poświęcać każdą wolną chwilkę i przeżywać wszystko co się dzieje w blogosferze. Nie. Musicie wiedzieć, że ja zawsze byłam królową przeciętności, a najważniejszą lekcją, jaką dała mi babcia, było to, że ZAWSZE ZNAJDZIE SIĘ KTOŚ LEPSZY ODE MNIE. Ja jestem matką która odpuściła, ale też człowiekiem, który się nie szarpie w życiu, każde niepowodzenie umiem obrócić w naukę i jestem mistrzynią w przełykaniu śliny.

jestem wdzięczna

To nie jest dobra cecha w blogowaniu. Powinnam umieć się przepychać łokciami, wymyślać klikbajtowe tytuły, tworzyć aferki i trzymać Was w napięciu. Przez pewien czas w tym roku myślałam, że jednak blog jest bez sensu, bo powyższego robić nie umiem. Ja lubię pisać i robić zdjęcia, poznawać i się tym dzielić. A przecież, jeśli mam odnosić sukces, to musi się wszystko klikać, te 100 tysięcy UU jest konieczne do otwarcia wąskich wrót „dużych zasięgów”. Ale właśnie w tym roku doszłam do tego, że wcale nic nie muszę, i za to jestem wdzięczna losowi. Bo już bym chyba zamykała interes. Podziwiam wszystkie koleżanki rekiny i mocno im kibicuję. Ale.

Postanowiłam, że pójdę własną drogą. Że nikt nie będzie mi narzucał, co i jak mam robić. To jest medium, które założyłam dla własnej higieny psychicznej, i tak jak na początku służyło mi za odskocznię od pieluch, to teraz wkraczam w nowy etap, w którym oczyszczać będę umysł od pracy. Próbowałam iść na serio różnymi drogami i dróżkami i wreszcie mam swoją.

Stara – nowa droga.

Teraz już wiem, że blog PODRÓŻUJĄCA RODZINA jest tak naprawdę o matkach, kobietach, dziewczynach. O tym jak znaleźć czas i dla dzieci, i dla siebie i dla relacji z mężem. Jak zachować radość i równowagę. Jestem wdzięczna za wszystkie wiadomości, polubienia i komentarze, które zostawiliście w tym roku na blogu, Facebooku i Instagramie. To wspaniałe, że zauważacie wyjątkowość naszej drogi, utożsamiacie się ze stylem życia blisko natury i wciąż do nas wracacie. Mam świadomość, że nie jesteśmy dla każdego. Że nasza grupa docelowa, to rodzice, którzy myślą o przyszłości nie tylko dzieci, ale też planety. Chcą wciąż (się) uczyć i rozwijać. Dają wolność, ale z bezkresnym poczuciem bezpieczeństwa i wartości. I nade wszystko rozumieją, że dzieci w pewnym momencie pójdą w świat, a my zostaniemy w domu. I musimy dbać o tą relację, byśmy mieli ze sobą o czym i umieli rozmawiać.

W 2018 roku statystyki naszego bloga poszybowały w jakieś zupełnie niebotyczne rejony. To nie jest kwestia tylko tego, że przestałam naszych czytelników kojarzyć z imienia i nazwiska, to są serio (jak dla mnie) ogromne liczby. Najlepszym miesiącem był maj i 30 000 unikatowych użytkowników. Dzięki! Serio, dzięki!

Wreszcie podsumowanie – za co jestem wdzięczna w 2018 roku.

Przeszliśmy wybrzeże województwa pomorskiego.

Dzieci chorowały, chciałam je zabrać na dłużej nad morze, ale nie chciałam siedzieć w jednym miejscu, więc wpadłam na szalony pomysł przejścia linii brzegowej województwa pomorskiego na piechotę. Najbardziej niesamowite jest to, że choć w trzech odcinkach to to zrobiliśmy. Pieszo, ja sama z dwójką potworków, spakowani pod wózek, zrobiliśmy 250 km, we współpracy z Pomorską Regionalną Organizacją Turystyczną. Szliśmy średnio pięć godzin dziennie, około 15 km (czasem 10, czasem 20) i nie spotykaliśmy NIKOGO. Na początku plażą, dopóki było na minusie. Gdy mróz odpuścił szliśmy ścieżką rowerową R10. To była przygoda życia! I w ilu cudnych miejscach spaliśmy!

jestem wdzięczna

jestem wdzięczna

jestem wdzięczna

jestem wdzięczna

jestem wdzięczna

jestem wdzięczna

jestem wdzięczna

jestem wdzięczna

jestem wdzięczna

jestem wdzięczna

jestem wdzięczna

Odwiedziliśmy Austrię.

W marcu wybraliśmy się na przedłużony weekend do Salzburga na zaproszenie lokalnego biura promocji. Pojechaliśmy pociągiem, z przesiadką w Wiedniu. Odkryliśmy totalny urok zwiedzania z dziećmi miast. Salzburg okazał się szalenie atrakcyjny, dzieci zachwycone, dało nam to kopa do planów mniej związanych z naturą, a bardziej z cywilizacją.

jestem wdzięczna

jestem wdzięczna

jestem wdzięczna

Zażyliśmy luksusu wakacji z animatorami.

W maju wybraliśmy się do Zalesie Mazury Active SPA. Ponownie pociągiem, najpierw do Olsztyna, potem regionalnym i 5 km pieszo. Cudowny czas, dzieci z ukochaną babcią, na miejscu w hotelu byli animatorzy, wspaniałe zajęcia na basenie, cudowna pogoda, głusza i jezioro. Polecam każdemu i zawsze. Miejsce idealne dla rodzin.

jestem wdzięczna

jestem wdzięczna

jestem wdzięczna

jestem wdzięczna

Wielki projekt z Mazowiecką Regionalną Organizacją Turystyczną.

Lato spędziliśmy na Mazowszu. We współpracy z Moda na Mazowsze odwiedziliśmy kilkanaście totalnie odjazdowych miejsc blisko stolicy. Pełne zróżnicowanie – trasy w koronach drzew, urocze pałace, genialne restauracje, zamki, baseny, esencja regionu po prostu. Byliśmy w Warce, Siedlcach, Mościbrodach, Julinku, Sochaczewie, MszczonowieGąsiorowie, Muzeum Wsi Radomskiej, Karolinie, Małej Wsi, Czersku, spływaliśmy pontonem po Wkrze.

jestem wdzięczna

jestem wdzięczna

jestem wdzięczna

jestem wdzięczna

jestem wdzięczna

jestem wdzięczna

Odkryliśmy sąsiadkę ŁÓDŹ.

Chyba w jedyne deszczowe dni tegorocznych wakacji bawiliśmy we współpracy z Łódzką Organizacją Turystyczną w Łodzi. Piękna sąsiadka stolicy jest atrakcyjna dla dzieci, w tutejszym EC1 można spędzić parę dni. Wspaniałe parki, ciekawe place zabaw, interesujące muzea, ZOO, fajne, uliczne jedzenie.

jestem wdzięczna

jestem wdzięczna

jestem wdzięczna

jestem wdzięczna

Oddychaliśmy w sadzie, na hamaku.

W sierpniu zdecydowaliśmy się spokój. Przez tydzień nie robiliśmy NIC w sadzie, na hamaku. Bez pogoni i zwiedzania. Zajadaliśmy lokalne przysmaki i owoce z własnych drzewek. Znaleźliśmy to wszystko na Warmii, w Sielskiej Republice. Odpoczęliśmy totalnie. Za ten wyjazd chyba jestem wdzięczna najbardziej.

jestem wdzięczna

jestem wdzięczna

jestem wdzięczna

Odwiedziliśmy Italię.

Włochy to jest zawsze dobry pomysł, ale jesienią jest znakomity! Najpierw cztery dni z moją mamą w Mediolanie, a potem babcia odleciała, a przyleciał tata i ruszyliśmy nad wymarzone, cudowne Como. Zaszyliśmy się w Colico, na samej północy i oddychaliśmy na pieszych szlakach zajadając tradycyjne pranzi.

jestem wdzięczna

jestem wdzięczna

jestem wdzięczna

jestem wdzięczna

jestem wdzięczna

jestem wdzięczna

jestem wdzięczna

jestem wdzięczna

jestem wdzięczna

jestem wdzięczna

jestem wdzięczna

Zrobiliśmy (wreszcie) Kampinos.

Końcówka roku upłynęła nam na wycieczkach do Kampinoskiego Parku Narodowego, wielkiego dobra tuż przy Warszawie. Wcześniej nie docenialiśmy, dziś jest dla nas drugim domem.

jestem wdzięczna

jestem wdzięczna

jestem wdzięczna

jestem wdzięczna

jestem wdzięczna

jestem wdzięczna

We wszystkich przygodach wiosną, latem, jesienią i zimą. W słońcu, deszczu, śniegu i słocie towarzyszy dzieciom Reima, a nam Fjallraven.

Podwarszawski Szlak Pamięci

jestem wdzięczna

A co knujemy na 2019?

Pomysłów nie brakuje i spinamy je wszystkie w dobrą całość. Już na początku stycznia ruszamy nad morze, bo Bałtyk kochamy najbardziej zimą. Będziemy w Jarosławcu i Władysławowie w dwóch pięknych obiektach. Wiosną mamy w planach kolejny długodystansowy spacer, ale tym razem w zupełnie innej części kraju. W sierpniu marzy nam się (od lat) Astrachań, więc trzymajcie kciuki za pomyślne wiatry.

Nasze noworoczne postanowienie, to jeden weekend w miesiącu we dwójkę. Będziemy wyjeżdżać bez dzieci i namawiać Was do tego samego.

Zobacz rownież: